poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 1.

muzyka

Cassie.

Czekając na mojego chłopaka przeczesałam po raz ostatni włosy i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Brunetka o długich i prostych brązowych włosach, oczach tego samego koloru, małym nosie i ustach, ubrana w białą koszulkę, czarną skórzaną kurtkę, jasne rurki i białe trampki converse - cała ja. Nie przepadałam za swoim wyglądem, widząc w każdym, małym szczególe jakieś niedociągnięcia, jednak (nieudolnie) starałam się nie zwracać na to uwagi. Jak każda dziewczyna w moim wieku mam kompleksy i muszę jakoś z nimi żyć. Uśmiechnęłam się do siebie delikatnie pokazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Niall jak zwykle nigdy się nie spóźniał. Podeszłam do drewnianych, białych i ciężkich drzwi.
- Cześć – szeroko uśmiechnęłam się do blondyna – Chłopak przysunął się do mnie i dał buziaka w usta.
- Jak zwykle ślicznie wyglądasz – złapał mnie za rękę.
Uśmiechając się do niego, wzięłam moją torebkę i wyszłam z domu. Wsiedliśmy do samochodu mojego chłopaka i ruszyliśmy w stronę szkoły. Dzisiaj drużyna Nialla będzie mieć mecz, a ja umówiłam się z Zoey, że wspólnie pokibicujemy naszej szkole. Oparłam głowę o szybę i rozglądałam się po ulicach Beverly Hills. Drogie butiki, ekskluzywne restauracje i przytulne kawiarnie, a urokowi temu miejscu dodawały olbrzymie palmy, na których odbijały się promienie słońca.
- Jak zwykle nic nie mówisz – zaśmiał się Horan. Prawda jest taka, że rzadko znajduję z nim tematy do rozmów. Niall to specyficzny typ chłopaka - delikatny, nieśmiały, zawsze uśmiechnięty i dla wszystkich sympatyczny
- Lubię tą piosenkę – podgłosiłam radio, uśmiechając się do Nialla.
Gdy muzyka ucichła zatrzymaliśmy się na parkingu.
- To jak… wygrasz dla mnie ten dzisiejszy mecz, prawda? – zaśmiałam się i pocałowałam blondyna.
- Jasne - odwzajemnił mój śmiech - Dla ciebie wszystko.
Ruszyliśmy w stronę szkolnego boiska, gdzie na dolnych trybunach siedziała moja przyjaciółka, a obok niej stali koledzy Nialla. Widziałam jak brunetka była zapatrzona w Zayna, jednak on pochłonięty był rozmową z Liamem.  Gdy podeszliśmy, przywitałam się ze znajomymi, po czym chłopaki poszli przygotować się do meczu.
- On jest taki piękny – westchnęła Zoey patrząc się w kierunku Malika.
- Też się cieszę, że cię widzę – zaśmiałam się – Co tam?
- Nic ciekawego, czekając na ciebie wymyślałam mój plan zdobycia Zayna, jednak nic z tego nie wyszło.
- Boże, Zoey! – przewróciłam oczami, po czym przytuliłam dziewczynę.
- No co? Jestem po prostu zakochana - uśmiechnęła się - Działo się dzisiaj u ciebie coś ciekawego? - zapytała, gdyż wcześniej nie miałyśmy okazji porozmawiać.
- Nie. Dzień w szkole jak co dzień, przyszłam niewyspana, zjadłam lunch, napisałam sprawdzian z historii, wróciłam do domu, gdzie czekałam chwilę na Nialla i teraz siedzę z tobą.
Jednocześnie w tym samym momencie na boisko wbiegły cheerleaderki. Miałyśmy szansę być w drużynie, gdyż mamy do tego predyspozycje, jednak uznałyśmy, że szkoda nam na to czasu. Nasze miejsca dumnie zajęły Clarie i Sarah – ale nas to nie obchodzi. Po występie przyjaciółki ruszyły w naszą stronę i usiadły za nami, plotkując na nasz temat po cichu. Zoey prychnęła, a ja zwróciłam uwagę jak Horan wbiega na boisko z koszulką nr 8. Zależało mi na tym chłopaku, jednak często nasza relacja bardziej przypominała mi przyjaźń niż miłość. Niall zawsze się o mnie bardzo troszczy, trochę poprzytula, pocałuje, obejrzy ze mną film, czy zabierze na jakąś przejażdżkę, jednak nie ma w tym związku żadnych namiętności. Mimo to jest nam razem dobrze, gdyż  wytrzymaliśmy już ze sobą rok i oboje jesteśmy szczęśliwi. Należę do osób, które potrafią powiedzieć to o sobie. Tak, mimo wielu problemów, z którymi zmaga się każdy nastolatek na co dzień – jestem szczęśliwa. Mam przyjaciół, rodzinę, znajomych, mieszkam w pięknym miejscu, nie narzekam na brak pieniędzy, staram się czerpać z życia jak najwięcej i nigdy się nie poddawać, ani załamywać, gdy coś mi nie wychodzi, a to zdarza się często. Po prostu w życiu doceniam każdy szczegół i sama decyduję o tym, czy jestem szczęśliwa. Polecam to każdemu, ponieważ życie jest krótkie i nie warto marnować je zadręczając się problemami, które często tworzymy sobie w swoich głowach sami.
Gdy drużyna naszej szkoły zdobyła kolejny punkt, wychodząc przy tym na prowadzenie wstałyśmy i zaczęłyśmy głośno klaskać. To samo zrobiły „koleżanki” za nami, komentując przy tym nasz wygląd. Clarie i Sarah po prostu od zawsze zazdrościły nam popularności, naturalności, przyjaciół i tego, że mamy trochę więcej pieniędzy i ubrań niż one. Zawsze marzyły o idealnym życiu w przepychu, nie zwracając uwagi na prawdziwe wartości. Żałosne, dlatego też nie zawracamy sobie nimi głowy.
- Co robisz wieczorem? – zapytałam się Zoey.
- Kolacja z rodzicami i chyba muszę zajrzeć do książek. Mam sprawdzian z matmy – brunetka zrobiła smutną minę. Moja przyjaciółka miała śliczne rysy twarzy i nigdy nie narzekała na brak powodzenia, ale zawsze trafiała na złych chłopaków. Odkąd zakochała się w Zaynie, żaden inny nie wchodzi w grę. – A ty?
- Jadę do Nialla na kolację z jego rodzicami. Mają mu coś do przekazania.
- Ciekawe o co chodzi – spojrzała się na mnie.
- Pewnie nic wielkiego, pewnie kwestia wakacji, albo jakaś inna drobnostka – odpowiedziałam obojętnie wyjmując z torebki telefon.
Clarie od razu zareagowała wyśmiewając się pod nosem, że szpanuję nowym iPhone'm.
Wybuchłam śmiechem - Dla twojej wiadomości sprawdzam tylko, która godzina i co nowego na Instagramie, ale jeżeli dla ciebie posiadanie nowszego telefonu od ciebie to szpanowanie, w takim razie połowa tej szkoły odbierając telefony od swoich rodziców dopuszcza się żałosnego lansowania durnych marek. Zresztą nie zamierzam ci się tłumaczyć, ani w ogóle z tobą rozmawiać, gdyż i tak z twoim rozumowaniem i nastawieniem nie dojdziemy do żadnego porozumienia. 
 Chwilę później mecz dobiegł końca, a trybuny zaczynały pustoszeć. Siedziałyśmy, wygłupiając się z przechodzącymi obok nas znajomymi. Czekałyśmy aż chłopaki wyjdą spod prysznica. Gdy byli już gotowi, szybkim krokiem podeszli do nas, siadając obok.
- Gratulacje – uśmiechnęłam się do nich.
Podziękowali, śmiejąc i wygłupiając się. Zayn i Liam przyjaźnią się z Niallem, odkąd ten zaczął uczęszczać na treningi, jest od nich rok młodszy jednak bardzo dobrze się dogadują. Nie mam z nimi jakiś bliższych relacji, ale lubię ich, gdyż wiem, że są w porządku względem mojego chłopaka.
- Macie może coś do picia? – zwrócił się Malik.
- Ja, wodę – uśmiechnęła się do niego Zoey, podając mu butelkę.
- Dzięki – odpowiedział przelotnie, po czym oddał butelkę brunetce i zaczął przeglądać coś w telefonie.
- Jak podobał się wam mecz? - zwrócił się do nas Liam.
- Byliście świetni - wyprzedziła mnie moja przyjaciółka.
- Wiedziałam, że wygracie - dodałam.
- Musimy się zbierać – Niall wstał po przeczytaniu smsa – Moja mama napisała, że plany się trochę pozmieniały i mamy być jak najszybciej w domu.
Zrobiłam zdziwioną minę i ruszyłam za moim chłopakiem, żegnając się z przyjaciółmi.
- To ja też będę się już zbierać – Malik ruszył w stronę wyjścia zostawiając tym samym Liama i Zoey samych, a przecież nie o to chodziło mojej przyjaciółce. Wiedziałam, że czuła się zawiedziona, ale w takiej sytuacji byłam bezsilna. Przez Zayna cały dzień chodzi nakręcona, to on jest powodem jej uśmiechu, ale i - przez to, że nieumyślnie za każdym razem, gdy nadarzy się okazja ignoruję ją - łez. Zadzwonię do niej wieczorem – pomyślałam.
- Naprawdę nie domyślasz się o co może chodzić? – zapytałam Nialla, gdy ten odpalał silnik.
- Nie, ale nie podoba mi się to – spojrzał się na mnie.
- Nie martw się, to na pewno nic wielkiego.
Sama jednak nie wierzyłam w te słowa. Znam rodziców Nialla i to nie jest w ich stylu. Chłopak z przejęciem na twarzy dodawał gazu, chcąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu.  Z piskiem opon zahamował pod drzwiami i głośno westchnął.
- Niall, nie przesadzaj – wstałam i podeszłam do drzwi, Horan wyprzedził mnie i otworzył je, po czym kazał wejść mi do środka.
- Dobrze, że jesteście – mama blondyna siedziała przy stole w jadalni.
Dosiedliśmy się do niej, a Pani Lucy – gosposia Horanów, przyniosła nam coś do picia.
- Mamo, o co chodzi? – spytał zdenerwowany Niall.
- Pamiętasz Harrego, prawda? – powiedziała do niego cicho.
- Tak? – kompletnie zbity z tropu spojrzał się na mnie – Cassie, Harry to mój brat przyrodni.
- Słucham?! – otworzyłam szeroko oczy. Jakim cudem Niall nigdy mi o tym nie wspominał?
- Mój tata miał po prostu przelotnią przygodę na wakacjach w Nowym  Jorku… no i z tego wszystkiego pojawił się rok ode mnie starszy Harry. Dowiedziałem się o tym gdy byłem młodszy. Mój tata nie miał za dobrych relacji z jego mamą, więc nie utrzymywaliśmy kontaktów. Zresztą dowiedział się o tym, że ma syna gdy był już z moją mamą. To trochę skomplikowane, ale ze względu na to, że nawet go nie poznałem nigdy o tym nie myślałem, ani nikomu nie mówiłem.
Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, na miejscu Nialla i jego ojca za wszelką cenę odnalazłabym tego chłopaka. Nie chcę jednak oceniać Horanów, gdyż wiem, że tata Nialla jest wspaniałym ojcem i wielkim człowiekiem.
- No dobrze, przejdźmy do rzeczy – odchrząknęła kobieta – Mama Harrego długo chorowała. Dzisiaj rano twój tata dostał informację, że niedawno zmarła. W związku z tym, że ten chłopak nie ma dwudziestu jeden lat, opieka społeczna uznała, że ma mieszkać teraz ze swoim ojcem…
- Co?! To są jakieś żarty? – mój chłopak na tę wiadomość zareagował bardzo emocjonalnie.
- Od razu, gdy się o tym dowiedzieliśmy daliśmy ci znać, że chcemy porozmawiać na ten temat przy kolacji. Nie wiedzieliśmy kiedy on ma do nas przyjechać. Postanowiliśmy, że powoli będziemy się z tym oswajać.
- Oswajać? Z tym, że jakiś obcy chłopak, który przez całe moje życie mieszkał na drugim końcu kraju, nagle się tu wprowadzi i wszyscy będziemy udawać szczęśliwą rodzinkę?
- Niall… to nie jego wina, że jego mama zmarła. Postaw się w jego sytuacji – zabrałam głos.
- Nie ma żadnej rodziny? Babci? Cioci? – blondyn wypytywał się swojej matki.
- Nie – odpowiedziała – Jego babcia zmarła 3 lata temu, nie ma nikogo prócz was. – Niall to też dla mnie nowa sytuacja. Nigdy nie myślałam, że będę musiała wychowywać syna twojego ojca, a mojego męża.
- A dlaczego to takie nagłe? Gdzie jest tata?
- Niedawno dostał wiadomość, że on… to znaczy Harry jest już w samolocie. Twój tata pojechał po niego na lotnisko – ciemna blondynka napiła się herbaty – Niall, zrozum, że żadne z nas nie było przygotowane na taki bieg wydarzeń.
- Mamo, ale ja nie jestem na was zły – zwrócił się do niej już trochę spokojniejszy – Po prostu nie mogę poukładać sobie tego w głowie. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
 Przyglądałam się im w ciszy. Tak jak cała rodzina Horanów – ja również byłam w szoku. W głębi serca miałam jednak do nich żal, że mieli po prostu go gdzieś.
- Jakoś to będzie – mama Nialla uśmiechnęła się blado.
W tym czasie usłyszeliśmy, że drzwi się otwierają. Do jadalni wszedł Pan Horan. Po jego minie wyczytałam, że jest bardzo zestresowany, zdezorientowany i zmieszany. Za nim szedł wysoki, umięśniony brunet. Chłopak miał na sobie czarną koszulkę, dżinsową kurtkę i ciemne spodnie, a w ręku trzymał wielką walizkę. Gdy jego kręcone włosy opadły mu na czoło, szybkim ruchem dłoni odgarnął je do tyłu. Swoimi dużymi, zielonymi oczyma rozejrzał się po pomieszczeniu, a następnie swój wzrok skierował na nas.
- Oszczędźcie sobie – powiedział na wstępie – Nie jestem głupi, wiem, że nie chcecie mnie tu tak samo  jak ja sam nie chcę tu być. Niestety prawa nie da się przeskoczyć i musiałem przylecieć do tego cholernego miasta. Dla jasności wszyscy jesteśmy obcymi ludźmi i po porostu nie wchodźmy sobie w drogę. – powiedział twardo.
Jego słowa sprawiły, że atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej napięta. Nie mogłam uwierzyć, w tak bezczelne zachowanie chłopaka, więc podniosłam głowę i zmierzyłam go wzrokiem. Chłopak nawet nie drgnął.
Tata Nialla, nie wiedząc co ma zrobić zaczął przedstawiać mu wszystkich.
- Jak już ci mówiłem w drodze to moja żona, twój brat Niall i jego dziewczyna Cassie.
- Nie interesuje mnie to – powiedział jakby sam do siebie.
- Czy mój mąż opowiedział ci o twojej nowej szkole, swojej pracy, naszej rodzinie? – Pani Horan starała się podtrzymać rozmowę.
- Tak, o wszystkim mu opowiedziałem. – wtrącił się ojciec Nialla – Może pokażesz Harremu dom? – zwrócił się do blondyna.
- Możesz wybrać jedną z wolnych sypialni. Dzwoniłam już do szkoły i wszystko jest załatwione, a po zajęciach możemy pojechać na zakupy i kupić ci wszystkie potrzebne rzeczy – mama Nialla delikatnie uśmiechnęła się do bruneta.
- Niczego od was nie chcę – odpowiedział oschle – Pokażesz mi ten pokój? Jestem zmęczony – zwrócił się aroganckim tonem do mojego chłopaka.


no i mamy 1 rozdział, który jest dopiero małym wprowadzeniem. jeśli podoba wam się nasz blog dajcie znać, bardzo prosimy o wasze komentarze i obserwacje, czy polecenia na swoich blogach/stronach itp. na jakiekolwiek pytania chętnie odpowiemy, pozdrawiamy Cassie&Zoey :)